St Gallen i Zurych

Sierpień 2008

To chyba pierwsza świadoma podróż. Trzeba podjąć decyzję, dogadać szczegóły związane z trasą z finansami. Kończyłem zawodowy etap związany z pracą za kółkiem, z ciągłym jeżdżeniem po Polsce, od hurtowni do hurtowni gdzie nawet nie było czasu na to by wyjść z samochodu i zobaczyć Polskę, z perspektywy czasu – czas zmarnowany. Zostało kilka wspomnień – o smutnym i brudnym Wałbrzychu, Suwałkach w lecie, stadionie w Jastrzębiu, Polsce w remoncie…. – nie ma tego dużo, niestety.

Sierpień 2008, kilka tygodni do porodu a ja zostałem zainspirowany. Zdjęcie w programie meczowym z wyjazdu do Baku. Znajome sylwetki Tadka i Maćka z podstawówki. Odświeżenie kontaktów i  pierwszy prawdziwy wyjazd za swoją drużyną (nie licząc Wronek i Grodziska). Sam bym się na to nie porwał, ale na szczęście była ekipa która tą inicjację miała już za sobą. 2 auta i jazda…

Gramy z Grasshoperem Zurich ale nie w ich mieście (trwały przygotowania do zawodów lekkoatletycznych na ich stadionie) ale w St Gallen. Wydaje mi się że dla „turysty” była to ciekawsza opcja, można zobaczyć i poczuć więcej. Na miejsce ze względu na wieczorny wyjazd z Poznania dotarliśmy bardzo wcześnie. Miasto dopiero budziło się do życia, hałas na ulicy powodowany tylko przez służby porządkowe. Szwajcaria więc musi być czysto. Podjęliśmy szybką decyzję by wyskoczyć nad Jezioro Bodeńskie, zjeść śniadanie w szwajcarskiej knajpie (te czasy gdy frank był po 2 złote minęły chyba bezpowrotnie).

Obraz 235
Potem decyzja o rozpoczęciu poszukiwań miejsca do spania (czy wtedy był już booking i airbnb?), kilka miejsc objechanych by w końcu wybrać przyjemny pensjonat pod miastem. Drzemka, prysznic i powrót do miasta, spacer po centrum. Niestety kompletnie nie pamiętam czy było tam cokolwiek godnego uwagi, dla mnie w tym momencie największą atrakcją było to że jestem w tym miejscu bo będzie tu mecz Lecha. Po odpoczynku i obiedzie w końcu zbieramy się, wspólnie ze wszystkimi wyjazdowiczami udajemy się do miejsca które było głównym celem naszej podróży. Stadion i ….

Obraz 249

….mecz. Z którego dużo nie zapamiętałem bo widok praktycznie przez całe spotkanie był nietypowy….

Obraz 261

Awans był zaklepany już po pierwszym meczu w Poznaniu, więc zabawa trwała przez całe 90 minut. Po meczu nocleg w „naszym” pensjonacie. Rano pobudka, śniadanie robione przez sympatyczną gospodynie i kolejny punkt naszej wycieczki – Zurych.

Ze względu na ograniczenia czasowe wszystko robione raczej w biegu. Poszukiwanie punktu widokowego by zobaczyć panoramę miasta (wejście na wieżę), zakupy pamiątek, stadion, rejs statkiem (co stało się później niejako tradycją wszystkich wyjazdów).

Obraz 297

Potem już tylko powrót do Poznania. Niestety z przygodami związanymi z awarią jednego z aut na autostradzie w Niemczech co skutkowało niespodziewanymi wydatkami i powrotem na lawecie.

Generalnie był to spontaniczny wyjazd ale spodobało się i zapragnąłem jeździć za Lechem po Europie i po Polsce. Zrozumiałem że moja pasja może mi pozwolić na to by poznawać Europę. Poznawać w trochę nietypowy sposób bo z perspektywy stadionu jako głównego miejsca docelowego, determinującego cel i trasę wędrówki. A że przy okazji można zobaczyć coś więcej to tylko plus.

To był ten pierwszy raz. Warto było.

BP

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s