Ukraina – Czarnobyl, Prypeć

Tak do Czarnobyla można pojechać. Tak jest to bezpieczne. A dodatkowo zorganizowanie wyjazdu nie jest ani trudne ani czasochłonne. Nasz wyjazd został przygotowany przez ukrainianweb.com za co oczywiście zostali sowicie wynagrodzeni. Koszty uzależnione są od wielkości grupy która chce wjechać do strefy. W naszym przypadku od kwoty 97 euro za osobę udało się zejść do 81 euro (byliśmy w 6 osób na miejscu okazało się że do naszej grupy dokooptowano jeszcze 2 Holendrów). Biuro załatwiło wszelkie pozwolenia niezbędne do wjazdu do Zony (z odpowiednim wyprzedzeniem trzeba było dosłać dane paszportowe), zapewniło transport z Kijowa i z powrotem, oraz opłaciło obiad w czarnobylskiej stołówce (tak – można tam zjeść, towary są dowożone spoza strefy).

Na kijowskim miejscu zbiórki stawiamy się o 8, wpłacamy resztę opłat przedstawicielowi organizatora i po przedstawieniu przewodniczce ruszyliśmy Vanem w ponad 130 kilometrową trasę. Po około 2 godzinach drogi znaleźliśmy się na pierwszym punkcie kontrolnym Ditiatki odgradzającym nas od „strefy wykluczenia”. Otrzymaliśmy zakaz robienia zdjęć tego miejsca – co trochę dziwi z perspektywy czasu bo oglądając Google Maps z tego miejsca (taki zakaz w trakcie trasy padł jeszcze raz w pobliżu reaktora – nie można było robić zdjęć części budynków tych wojskowych) można bez problemu obejrzeć cały posterunek. No cóż może dużo zależy od przewodnika. Oczekiwanie na wjazd, kontrola pozwoleń i naszych paszportów zajęło kilka minut, w tym czasie przy punkcie zatrzymało się kilka innych pojazdów (część w celach takich jak nasz, a część to pracownicy i mieszkańcy z Czarnobyla). W mieście do dziś są otwarte sklepy (z dość skromną ofertą produktową, za jedyne pamiątki do kupienia na miejscu służyły 4 rodzaje magnesów), hotel i stołówka dla turystów.

IMG_4223

Po tym jak podniesione zostały szlabany ruszamy dalej. Po drodze mijamy opuszczone wioski, ledwo widoczne za drzew które zarastają praktycznie wszystko. Przy jednej z takich wiosek na chwile się zatrzymujemy i mamy po raz pierwszy możliwość zobaczyć z bliska co natura potrafi zrobić z miejscem nie zamieszkałym przez 30 lat. Widok domów, sklepu i domu kultury jest trochę przerażający. Mamy dużą swobodę w zwiedzaniu tych budynków. Na zachodzie pewnie większość miejsc byłaby już ogrodzona, zabezpieczona i zamknięta do oglądania. A te które byłyby udostępnione miałyby wytyczone trasy po których można chodzić. Tu tak się na szczęście nie dzieje. Spokojnie można wejść do każdego miejsca. Po podłodze w domu kultury w wielu miejscach zostało już tylko wspomnienie, deski spróchniały, połamały się odsłaniając pale z cegieł na których podłoga była osadzona.

Po kolejnych kliku minutach jazdy docieramy w końcu do Czarnobyla. Z miasta które stało się synonimem katastrofy do samej elektrowni jest jeszcze prawie 20 kilometrów. Wykopaliska archeologiczne dowodzą że miasteczko istnieje od XII wieku a do dnia dzisiejszego jest jedynym skupiskiem ludzi którzy zamieszkują teren strefy. Obecnie mieszka tam (czasowo, w systemie zmianowym) ok. 2,5 tys. osób – zarówno naukowcy, pracownicy różnych agencji, przewodnicy, specjaliści, jak również ludzie pracujący w rozwijającym się sektorze turystyczno-usługowym. Ukraińskie normy dotyczące czasu przebywania ludzi na terenie „Zony” limitują czas ich obecności do czterech dni, po których muszą nastąpić trzy dni obowiązkowego przebywania poza strefą. Naukowcy mogą przebywać w Czarnobylu bez jego opuszczania przez dwa tygodnie, po upływie tego czasu wyjeżdżają na miesiąc, a ich miejsce zajmują kolejni naukowcy aż do ich powrotu.

IMG_4248
Wjazd do Czarnobyla

W Czarnobylu zatrzymujemy się tak naprawdę na chwilę, oglądamy instalację upamiętniającą wszystkie wysiedlone okoliczne miejscowości, zardzewiałe statki na rzece, odwiedzamy jeden z działających sklepów spożywczych. Udajemy się również na wystawę pojazdów uczestniczących w operacji ratowniczej – kilka różnorodnych maszyn od wojskowych samochodów po zdalnie sterowane pojazdy przypominające łaziki kosmiczne a także pomnik strażaków-likwidatorów z czarnobylskiej jednostki – przedstawiający członków dyżurnego zastępu, który jako pierwszy z tej jednostki wyjechał do akcji ratowniczej – i prawie w komplecie zginął.

Kolejnym punktem na naszej trasie jest Duga zwana też Okiem Moskwy – olbrzymia nieużywana już instalacja radzieckiego systemu wczesnego ostrzegania nadlatujących nad terytorium ZSRR pocisków balistycznych. Jej rozmiary naprawdę oszałamiają, konstrukcja liczy około 135 metrów wysokości. Niestety dostajemy informację że nie można się po niej wspinać. Jest to generalnie dostępne ale w mniejszych grupach gdy przewodnik ma większą kontrolę nad grupą zwiedzających.

IMG_4307
Oko Moskwy

Ruszamy dalej, na tych terenach nie mieszka już nikt (nawet czasowo), są natomiast pracownicy, reaktor znajduje się przecież wciąż przed nami. Zanim tam jednak dojedziemy po raz kolejny się zatrzymujemy tym razem w wiosce Kopaczi gdzie znajduje się przedszkole, które odwiedzamy. Dostrzegamy tu pierwsze elementy wskazujące na to że wiele rzeczy zostało specjalnie zainscenizowanych dla zwiedzających (ułożenie lalek, bucików, książek) – tutaj nie jest to jeszcze tak nachalne jak w samej Prypeci. Dodatkowo skala zniszczeń wskazuje raczej na późniejsze szabrownictwo niż pośpieszną ewakuację.

Przed samym reaktorem zatrzymujemy się jeszcze przy rzece z miejsca gdzie mamy widok na wszystkie 6 reaktorów oraz budowany sarkofag mający przykryć ten który uległ wybuchowi. Przy moście karmimy gigantyczne sumy i spotykamy japońska delegacją z Fukushima gdzie do wybuchu reaktora doszło 3 lata temu. Pod samym reaktorem meldujemy się po kilku minutach a po zrobieniu obowiązkowych zdjęć ruszamy do miejsca które jest największą atrakcją całego wyjazdu – do Prypeci.

Miasto które liczyło ponad 50 tysięcy mieszkańców założone zostało kilkanaście lat przed wybuchem, rozwijało się dynamicznie i jak na tamte lata było dość nowoczesne – szerokie ulice, duże skwery, stadion, wesołe miasteczko, szpital, szkoły, basen, supermarket, kino, sala bokserska, hotel i wiele innych budynków użyteczności publicznej które sprawiało że miasto było atrakcyjne do życia. Jego rozwój został zahamowany 26 kwietnia 1986 w momencie wybuchu elektrowni. Nagła ewakuacja takiej liczby mieszkańców stworzyła osobliwy skansen – miasto duchów. Niestety przez te kilkadziesiąt lat miasto zostało totalnie splądrowane i pozbawione wszelkich elementów ruchomych, w budynkach i mieszkaniach pozostały pojedyncze meble, plakaty na ścianach.

IMG_4532
Mieszkanie

Co się rzuca w oczy obecnie to wszechobecna zieleń, wdzierająca się praktycznie w każde dostępne miejsce. Szerokie kiedyś ulice stały się wąskimi leśnymi dróżkami gdzie przejechać może tylko jeden samochód, murawa stadionu piłkarskiego to dziś las w którym można się zgubić (do czego w naszym przypadku zresztą doszło). Cała dostępna przestrzeń została porośnięta przez drzewa sięgające wysokość budynków 4 i 6 piętrowych oraz przez krzewy i trawy. Wszystko w połączeniu z całkowitym brakiem dźwięków (poza naszymi, szumem drzew i śpiewem ptaków) tworzy niesamowitą atmosferę.

Podczas kilkugodzinnego chodzenia po tym mieście odwiedzamy m.in. miejską pływalnię, salę gimnastyczną, szkołę, salę bokserską, supermarket, wesołe miasteczko, stadion, 16 piętrowy wieżowiec (z niesamowitym widokiem ze dachu na całą okolicę – dopiero z tego miejsca widać w jakiej dżungli się znaleźliśmy). Praktycznie wszędzie taki sam krajobraz, dzika zieleń, gruz, szkło, kable, porozbijane meble, umywalki, muszle klozetowe, porozrzucane książki (w niektórych miejscach tak jak w przedszkolu w Kopiczi atrakcje wydają się być zainscenizowane). W wielu miejscach znaleźć można również współczesne śmieci bo napojach nisko i wysoko procentowych Efekt jednak poraża szczególnie porównując do tego jak miasto wyglądało wcześniej (w trakcie wycieczki oglądamy zdjęcia udostępniane przez przewodniczkę oraz oglądamy propagandowy film z lat 80-tych).

Na zakończenie całej eskapady po wyjeździe z Prypeci udajemy się jeszcze na obiad do Czarnobyla, gdzie w końcu można w końcu skorzystać z toalety (co w przypadku kobiet może być wybawieniem, trudno bowiem spokojnie się załatwiać w miejscu które może być skażone). Co do promieniowania, w wielu miejscach skażenie jest praktycznie takie same jak w każdym dużym mieście do 1 μSv/h, kilka razy natrafiliśmy na miejsca gdzie dozymetr wskazywał do 16 μSv/h –  o tyle dziwne że po odejściu kilka metrów od tego miejsca wartości spadały do poziomu 2-3 μSv/h.

IMG_4372
Dozymetr

Opuszczając teren Prypeci a potem całej Zony przejść musieliśmy jeszcze przez obowiązkową kontrolę dozymetryczną, która na szczęście żadnemu z nas nie przeszkodziła w szczęśliwym opuszczeniu Strefy.

Lipiec 2016

Reklamy

2 Comments Add yours

  1. rredan pisze:

    Jak na jeden dzień bardzo dużo zobaczyliście.
    Przyczyna punktowych skoków promieniowania też mnie zainteresowała. Z jednej strony wzrasta tam, gdzie składowane są narzędzia albo sprzęt używany w akcji ratowniczej w elektrowni (np. słynny chwytak) albo znajdują się przedmioty, które pochłonęły więcej promieniotwórczego cezu lub strontu. Stront jest podobny do wapnia i dlatego jest akumulowany w kościach. Z tego powodu czaszki i poroża dość powszechne w Strefie „grzeją” bardziej niż otoczenie. Jest też sporo miejsc, gdzie dozymetry piszczą, a nic szczególnego nie widać. Podczas wybuchu z reaktora zostały wyrzucone mniejsze i większe fragmenty pyłu i gruzu. W czasie akcji likwidacyjnej większość z nich została usunięta i poddana dekontaminacji ale nie znaleziono wszystkich. Dlatego tam, gdzie taka – nawet niewielka – grudka spadła i nie została przez likwidatorów odnaleziona dziś promieniowanie jest wyższe.
    Ze swobodą zwiedzania jest bardzo różnie, a wszystko zależy od przewodnika. Miałem okazję uczestniczyć w dwóch skrajnie różnych pod tym względem wyjazdach. W Strefie obowiązuje bowiem całkowity zakaz wchodzenia do budynków (podobnie jak… turystyki w ogóle). W ostatnich miesiącach ponoć zaczęto go ściślej egzekwować, a firmy i przewodnicy pozwalający na jego łamanie muszą się liczyć z przykrymi konsekwencjami. Czy na Zachodzie zrobionoby skansen? Możliwe. Na Ukrainie, szczególnie odkąd prowadzi wojnę gospodarka nie ma się najlepiej, a międzynarodowa pomoc finansowa na utrzymanie Strefy to spora część tamtejszego budżetu. Spodziewałbym się raczej, że przepisy pozostaną takie jak są, a nawet będą zaostrzane niż liberalizowane. Z drugiej strony, kilka tygodni temu w Czarnobylu otwarto hostel…
    I ostatnia sprawa – inscenizowane scenki. To prawda, jest ich mnóstwo, zwłaszcza tam, gdzie dociera więcej zwiedzających. Ale raczej nikt, poza nimi samymi, ich nie aranżuje.
    Pozdro!

    Polubione przez 1 osoba

  2. Dziękuję, za ciekawy komentarz. Co do hostelu, byłem przekonany że w trakcie mojego pobytu był już otwarty. W Czarnobylu jedliśmy obiad i myślałem że nad restauracją były pokoje hotelowe.
    To co napisałeś o zwiększonym stopniu ograniczeń w podróżowaniu mocno mnie zdziwiło. Byłem przekonany że będą się raczej na turystykę coraz bardziej otwierać.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s