Londyn

Piętrowy autobus o numerze 55 powoli nadjeżdża na przystanek nieopodal Shortlands Road. Mija nas, gdy wychodzimy z hotelu Ibis Styles. Wiemy, że nie mamy szans na niego zdążyć. Spokojnym krokiem zmierzamy jednak do celu, pewni, że w przeciągu 2-3 minut nadjedzie kolejny. Zgodnie z przewidywaniami właśnie tak się dzieje. Jesteśmy w mieście, po którym jeździ ponad 7500 autobusów. Obsługują one 673 linie i zatrzymują się na 19000 przystanków. A to przecież tylko transport kołowy, na sieć komunikacji składają się również metro (London Underground), kolej miejska (London Overground), tramwaje (Tramlink). Tak szeroka siatka komunikacyjna ułatwia dotarcie do każdego zakątka miasta w relatywnie krótkim czasie.

Wsiadamy do autobusu przednimi drzwiami i po odbiciu naszych Oyster Travel Card ruszamy do centrum. Czeka nas ponad godzinna podróż z dwoma przesiadkami. Jedziemy zarówno koleją, jak i metrem. Takie przemieszczanie się niestety nie jest tanie, ale korzystając ze wspomnianej karty Oyster, można koszty w istotny sposób obniżyć. Co należy zrobić, by podróżowanie po Londynie było tańsze?

Karta jest idealna dla osób, które w trakcie krótkiego, 3-4 dniowego pobytu, planują częste podróże w obrębie miasta. Można ją zakupić w automatach na stacjach metra. Ich obsługa jest bardzo prosta (nawigacja odbywa się także w języku polskim). Karta jest bezpłatna, a kaucja w wysokości 5 funtów zwrotna. W trakcie zakupu sami ustalamy kwotę doładowania. Po wpłacie odliczonej kwoty otrzymujemy kartę upoważniającą do podróży metrem, koleją oraz autobusami. Pojedynczy przejazd w jedną stronę w strefie 1 i 2 dla osoby dorosłej kosztuje 2.90 funta (w godzinach szczytu) i 2.30 funta (poza godzinami szczytu). Tutaj pojawia się główna zaleta Oyster Card – nigdy w ciągu dnia użytkownik nie zostanie obciążony wyższą stawką za przejazdy niż maksymalna jednodniowa opłata, niezależnie od ilości wykonanych w ciągu dnia przejazdów. Kwota jest uzależniona od ilości stref po których się poruszamy, a tabela opłat jest dostępna na stronie firmy zarządzającej transportem – Transport for London (https://tfl.gov.uk/fares-and-payments/fares).  W naszym przypadku za każdy dzień płaciliśmy maksymalnie 6,60 funta (korzystając ze środków komunikacji więcej niż 10 razy) za jedną osobę (dziecko do lat 11 podróżujące z dorosłym posiadającym kartę nie płaci za przejazdy). Istotna kwestia związana z podróżowaniem autobusami – niezależnie po jakiej strefie nimi podróżujemy, maksymalna opłata jaka zostanie pobrana wynika z tabeli dla stref 1 i 2.

Jak uzyskać zwrot niewykorzystanych środków zgromadzonych na karcie Oyster? Należy po prostu podejść do jednego z automatów obsługujących zwroty (są specjalnie oznakowane i występują na każdej stacji metra) i wybrać opcję zwrotu. Wypłata niewykorzystanych środków wraz z kaucją następuje w bilonie.

img_7127
Oyster Travel Card

Wagony metra wjeżdżają na stację. Tłum ludzi wychodzi z wagoników, robiąc miejsce dla pasażerów podróżujących dalej. Wjeżdżamy ruchomymi schodami na powierzchnię. Jesteśmy na Aldgate East Station. Kierujemy się w stronę Brick Lane Street, gdzie chcemy odwiedzić galerię „na świeżym powietrzu”. Ta długa ulica, podwórza oraz uliczki do niej dochodzące, to prawdziwa kopalnia dzieł sztuki ulicznej. Odwiedzamy zaułki, by nie przeoczyć żadnej z prezentowanych prac. Niestety wszystkich nie udaje nam się zobaczyć (weryfikuję to już w Polsce na Google Maps, dodatkowo odkrywając,  że części murali już nie ma, a w ich miejsce pojawiły się nowe). Prace różnią się od siebie poziomem wykonania,  ale tworzą całość – różnokolorową mieszankę stylów. Dochodząc do końca ulicy, mamy możliwość  skręcić  w lewo, w stronę dzielnicy Shoreditch, gdzie można zobaczyć kolejne murale i graffiti. Mamy jednak inne plany.

Naszym kolejnym celem jest South Kensington Station, gdzie musimy dojechać, aby móc zwiedzić  Muzeum Historii Naturalnej oraz Muzeum Nauki. Oba muzea należą do grupy kilkunastu darmowych atrakcji udostępnionych turystom i mieszkańcom. Dostęp do części wystaw stałych i czasowych związany jest jednak z zakupem biletów.  Na korytarzach muzealnych umieszczono specjalne skrzynki, do których można wrzucić pieniądze, dokładając się tym samym do utrzymania budynków oraz eksponatów w nich zgromadzonych.

Z obu muzeów licznie korzystają placówki dydaktyczne, a ilość grup szkolnych, które mijamy w trakcie zwiedzania ekspozycji tylko to potwierdza. Po korytarzach biegają grupy dzieciaków w różnych wieku ubranych w szkolne uniformy lub laboratoryjne fartuchy.

Przy Exhibition Road w South Keningston znajduje się jeszcze trzecie z wielkich muzeów – Muzeum Wiktorii i Alberta, które podobnie jak dwa pozostałe jest darmowe. Niestety ze względu na ograniczenia czasowe oraz  zmęczenie, nie decydujemy się na odkrywanie sekretów ukrytych w jego dostojnych murach.

Tyle historii i nauki. Przenosimy się teraz do miejsca nowego na mapie Londynu. Znajdującego się na Leicester Square. Jest już ciemno, więc podświetlona witryna, żółty kolor, czerwone logo z białym napisem przyciąga nas już z daleka. Otwarty w listopadzie 2016 roku, dwupoziomowy, największy na świecie Megastore Lego zaprasza do środku. Na prawie tysiącu metrów kwadratowych powierzchni handlowej oprócz regałów z klockami zbudowano 6 metrową miniaturę Big Bena z iluminowanym zegarem (użyto do tego ponad 200 000 klocków), charakterystyczną londyńską budkę telefoniczną, wagonik metra, olbrzymią mapę komunikacyjnej sieci oraz panoramę Londynu.

Kolejne dni w Londynie to kolejne atrakcje, tym razem quasi-filmowe. Udajemy się na spotkanie z Sherlockiem Holmesem, który wita się z nami już przy wyjściu ze stacji metra. Niestety nie jest zbyt rozmowny, stoi zamyślony i nie zauważa krążących wokół niego turystów. Zostawiamy go zatem w spokoju i udajemy się pod słynne drzwi jego byłej kwatery na Baker Street 221B. Dzisiaj w tym miejscu znajduje się muzeum. Wstęp jest płatny (15 funtów za osobę dorosłą i 10 funtów za dziecko), by poczuć zatem atmosferę XIX wiecznego Londynu wchodzimy jedynie do pobliskiego sklepiku z pamiątkami i gadżetami z wizerunkiem słynnego detektywa. Obecności doktora Watsona nigdzie w pobliżu nie stwierdzamy. Trochę rozczarowani wsiadamy do metra i udajemy się do odległej o dwa przystanki Paddington Station. Słynny Miś Paddington nas nie zawodzi i czeka na nas ze swoją walizeczką na jednym z peronów. Siadamy na pobliskiej ławce i po krótkiej chwili odpoczynku, ruszamy jego śladami (mapki z Misiem można za darmo pobrać w sklepie z pamiątkami otwartym na stacji dworca).

To oczywiście nie koniec atrakcji. W ciągu 3 dni pobytu w Londynie  byliśmy jeszcze pod Big Benem, London Eye, przechodziliśmy przez mosty Westminster, London, Tower, mijaliśmy HMS Belfast, przystanęliśmy pod Tower of London i Royal Albert Hall. Usiedliśmy na ławce przy Tamizie. Staliśmy w tłumie pod Pałacem Buckingham w czasie uroczystej zmiany warty, goniliśmy wiewiórki i piliśmy gorącą czekoladę w pobliskim St James Park. Odwiedziliśmy na Trafalgar Square oraz Chinatown. Dotarliśmy do kanałów Little Venice.

Zmęczeni i pełni wrażeń wracamy na ostatni nocleg do naszego hotelu. Stała trasa : autobus – metro – kolej miejska – autobus. Mijamy centrum, dzielnice biznesowe, z każdym kilometrem podróży zmienia się otoczenie. Luksusowe apartamenty i budynki ze stali, nowoczesne dworce zastępowane są przez krajobrazy typowe dla miast robotniczych. Rzędy piętrowych domów wzdłuż ulic, niektóre opuszczone, okna zabite deskami. Nie odnawiane od wielu lat, stare pomagazynowe budynki ze złuszczoną farbą, graffiti nie mające nic wspólnego ze sztuką, szpecące krajobraz. Okolice torów przygnębiają swoją szarością i bylejakością. Czy na pewno w tej okolicy, szemranej na pierwszy rzut oka, możemy czuć się bezpiecznie? Kolorowe za dnia miasto gubi swoje barwy wraz zachodzącym słońcem. Kontury stają się szare, niewyraźne. Nieznane miasto trochę przytłacza, wydobywa na zewnątrz swoją brzydotę. Robimy szybkie zakupy w małym sklepiku (półki pełne produktów o swojsko brzmiących nazwach Międzychód, Perła, Okocim, Krakus) i wracamy do bezpiecznego schronienia, jakim wydaje się hotel.

SAMSUNG CAMERA PICTURES
Okolice Leyton – widok z okna hotelowego

Na lotnisko w Luton wracamy autobusem sieci easybus. Bilety kupiliśmy dwa miesiące wcześniej, dzięki temu za drogę do i z Londynu, łącznie za 3 osoby, zapłaciliśmy 15 funtów. Zakupiliśmy je na konkretną godzinę, ale mogliśmy wykorzystać na przejazd 60 minut przed i po podanej na bilecie godzinie. Jedyny warunek to oczywiście wolne miejsca w autobusie. Easybus podpisał jakiś czas temu umowę z przewoźnikiem National Express, dzięki czemu pokonujemy trasę nowoczesnym pojazdem. Korków na drodze brak, dotarcie do celu zajmuje nam zatem trochę ponad godzinę czasu.

Luty 2017

Reklamy

2 Comments Add yours

  1. Londyn to takie piękne miasto. Mam nadzieję, że uda mi się tam kiedyś przejść trasę ze wszystkimi najbardziej znanymi graffiti, bo są obłędne! 🙂

    Polubienie

  2. Skupienie dużej ilości murali w jednym miejscu ułatwia oglądanie. W przeciwnym wypadku czasu by na to nie starczyło. Z tym że na pewno jakieś smakowite graffiti są poukrywane w różnych miejscach.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s