Gruzja – Gori, Upliscyche, Mccheta, Dżwari (dzień 4)

Didube.

Przez kolejne trzy dni  pobytu w Gruzji dworzec autobusowy Didube staje się naszym punktem wypadowym. Turystów wychodzących ze stacji metra praktycznie od razu atakuje tłum nagabywaczy, oferujących dojazd do najważniejszych atrakcji turystycznych. W jednym z dworcowych sklepików warto zaopatrzyć się  w przekąskę na czas podróży – chaczapuri z serem, fasolą, ziemniakami lub mięsem można tam zakupić w bardzo atrakcyjnej cenie. Pierwszego dnia początkowo decydujemy się na marszutkę do Gori (za 5 lari od osoby). Długi czas oczekiwania na wypełnienie busa kolejnymi pasażerami  (marszutka rusza dopiero w momencie sprzedaży wszystkich miejsc) trochę nas zniechęca, więc sprawdzamy ofertę taksówkarzy, którzy również mają postój na dworcu. Po krótkich negocjacjach ustalamy z jednym z nich cenę za przejazd interesującą nas trasą Tbilisi-Gori-Upliscyche-Mccheta–Tbilisi (100 lari). Naszym kolejnym „przewodnikiem” staje się w tym momencie Zura II. Pieniądze wydane na marszutkę na szczęście odzyskujemy.

Gori

Niecałą godzinę zajmuje nam dojechanie do Gori. Miasto przyciąga turystów przede wszystkim ze względu na znajdujące się w nim  muzeum Józefa Wisarionowicza Stalina. Budynek położony jest w niewielkim parku, a o spokój wokół dba siedząca w małej kanciapie ochrona. W skład kompleksu muzealnego wchodzi również potężny kolejowy wagon, którym generalissimus przemieszczał się po radzieckim imperium. Wagon służył mu także  do podróżowania na konferencje w Jałcie i Teheranie. Dopełnieniem wystawy jest odrestaurowana chata szewca Wissariona Dżugaszwilego, ojca Stalina, w której przyszedł on na świat i spędził pierwsze cztery lata życia.

Po wejściu do muzeum od razu witają nas monumentalne schody, na których szczycie umieszczono pomnik wodza. Czerwony dywan, którym wyłożona jest posadzka, prowadzi nas do sal muzealnych. Ogromne pomieszczenia mieszczą ekspozycje pamiątek po Stalinie: jego listy, obrazy, zdjęcia, książki, odezwy, rozkazy (ponad 40 000 eksponatów). Po przejściu całej trasy prowadzeni jesteśmy do osobnego pomieszczenia, w którym mieści się gabinet Stalina (podobno przeniesiony w skali  1:1 z Kremla). Trochę mrozi krew w żyłach myśl,  że właśnie przy tym biurku i na tych krzesłach, które mamy na wyciągnięcie ręki, podpisywane były wyroki śmierci i decyzje,  które powodowały unicestwianie całych wsi i miast. Wydaje się, że Stalin wygrał w tym skansenie chwałę i pamięć o swojej osobie, nie ma bowiem na wystawie żadnej informacji,  kim naprawdę był. Zbrodniarzem którego decyzję wpłynęły na Wielki Głód na Ukrainie, śmierć milionów ludzi podczas II wojny światowej, zniewolenie i upokorzenie wielu narodów po jej zakończeniu.

Po głębszym zastanowieniu, stwierdziłem, że 15 lari wydane na wejście do muzeum było chyba najmniej rozsądnym wydatkiem, jaki poczyniłem w trakcie całego pobytu w Gruzji.

Po wyjściu z muzeum udajemy się jeszcze na pobliskie wzgórz, gdzie znajdują się ruiny XVI-wiecznych umocnień twierdzy Ksanis Ciche, która w czasie najazdu tureckiego miała bronić dostępu do reszty kraju. Ze szczytu widzimy panoramę miasta, silny wiatr nie pozwala nam jednak na dłuższy pobyt na górze i po zrobieniu kliku pamiątkowych zdjęć wracamy do naszej taksówki i udajemy się w dalszą podróż.

Upliscyche

Aby dojechać do skalnego miasta musimy zawrócić, kierując się z powrotem w stronę Tbilisi. Tym razem jednak jedziemy inną drogą, mniej uczęszczaną, węższą od drogi krajowej, którą jechaliśmy rano. Wykute w skale pieczary widać już z daleka, patrzymy w stronę gór zafascynowani i podekscytowani tym, że za moment dotrzemy do miasta, które ponad 2000 lat temu wydrążono w skałach. Po przekroczeniu bram (wstęp 5 lari) i przejściu krótkiej ścieżki docieramy do podnóża dawnego miasta. Wdrapujemy się na wzniesienie, z którego rozciąga się panorama na łąki i wody rzeki Mtkwari. Wchodzimy do jaskiń. Z lat świetności nie zostało już wiele i trzeba uruchomić swoją wyobraźnie, by dostrzec piekarnie, kościoły, mieszkania, łaźnie, apteki, teatry, winiarnie oraz ulice wypełnione mieszkańcami. Jaki duży musiał być  gwar, skoro mieszkało tutaj nawet 20 000 ludzi. Dziś ślady życia powoli zaciera silny wiatr bezkarnie hulający po skałach i deszcze, które wygładzają nierówności terenu. Na skałach spędzamy  trochę czasu, klucząc po pozostałościach metropolii. Nad miastem góruje cerkiew, która wydaje się być zupełnie z innej bajki, nie pasująca do otoczenia. Chociaż zabytkowa – bo z XII wieku, to jednak nie czuć przy niej tajemnicy, która otacza jaskinie. Nikt nam w spacerze nie przeszkadza, turystów jest raptem kilkunastu. Długim korytarzem wykutym w skale opuszczamy skalne miasto. Przy wyjściu kierujemy się do małej kawiarni, gdzie ogrzewamy się i zjadamy kolejne tego dnia gorące chaczapuri.

Mccheta

Zura wysadza nas przed wejściem do starego miasta, umawiamy się na spotykanie za kilkadziesiąt minut w tym samym miejscu. Współcześnie Mccheta to raczej miasteczko, zamieszkuje je około 7000 mieszkańców. Dziś żyje praktycznie tylko z turystyki. Dawniej było inaczej, to Mccheta, starożytna stolica Gruzji, była miejscem, w którym rozegrały się najważniejsze wydarzenia w historii Gruzinów. Z tym miastem wiążą się początki gruzińskiego państwa, to tutaj Gruzini przyjęli chrzest.

Tym, co najbardziej przyciąga turystów ale również mieszkańców,  jest Sweti Cchoweli – najważniejszy zabytek miasta. Jej gruzińska nazwa oznacza „Drzewo Życia”. Pierwszy kościół powstał w tym miejscu już w IV wieku. U schyłku V stulecia gruziński król Wahtang Gorgasali wybudował bazylikę, tworzącą podwaliny dzisiejszej budowli. Gruntownie przebudowana była w pierwszych latach XI wieku,za panowania króla Jerzego II. Legenda głosi, że władca nakazał odciąć prawą rękę głównego architekta, aby ten już nigdy w życiu nie mógł stworzyć podobnej budowli.

Przekraczamy mury i wchodzimy na dziedziniec otaczający świątynie, obchodzimy kościół, który prezentuje się z zewnątrz niezwykle okazale. Patrzymy na miejsce, w którym narodziła się gruzińska religia i państwowość. Wchodzimy oczywiście do środka i obserwujemy zachowanie Gruzinów, rytualnie całujących drzwi oraz ikony świętych, klękających, wręcz pokładających się na ziemi przed obrazami z wizerunkami świętych, modlących się i palących świeczki w przeróżnych intencjach, a jednocześnie zbierających się w grupki i dyskutujących z duchownymi,  również na tematy związane z architekturą budowli, w której przebywamy.

Po wyjściu z świątyni kierujemy się uliczkami w kierunku rzek które otaczają miasto. Rzeki łączą się, turkusowe wody Aragwi wpadają do brązowej rzeki Mtkwari.  Na wzgórzu po przeciwległej stronie rzeki stoi świątynia Dżwari. Decydujemy się nadłożyć drogi i wrócić trochę później do Tbilisi. Ustalamy z Zurą, że zawiezie nas również tam, byśmy mogli zobaczyć kolejną perłę architektoniczną Gruzji.

Dżwari

Monastyr góruje wysoko ponad Mcchetą, stojąc na krawędzi wysokiego wzgórza. Według legend został zbudowany w miejscu, gdzie święta Nino (która nawróciła Gruzję na chrześcijaństwo) zatrzymała się na modlitwę. Początkowo w tym miejscu postawiono krzyż (po gruzińsku „dżwari”), a dopiero później, prawie 1500 lat temu, pojawił się monastyr. Dość ciekawym faktem jest to, że świątynia posłużyła jako pierwowzór kolejnych sakralnych budowli. Na wierzchołek góry prowadzi dobrej jakości asfaltowa droga, która wije się serpentynami. Nieopodal znajduje się malowniczo położone jezioro, które w czasie naszej wizyty było jeszcze lekko zamarznięte. Ze wzgórza rozpościera się widok na Gruzińska Drogę Wojenną, Mcchetę oraz obie rzeki okalające miasto.

Tak jak wspominałem na początku tego wpisu, zdecydowaliśmy się na podróż taksówką, co prawdopodobnie było droższe niż przemieszczenie się marszutkami, ale pozwoliło nam na znaczną oszczędność czasu (objechanie trasy w ciągu niecałego dnia) oraz sporą wygodę. Nie musieliśmy do żadnego z  miejsc dodatkowo  dochodzić i czekać na kolejny autobus. Zaważyło to na decyzji, że kolejne kilometry po gruzińskich drogach pokonamy również z Zurą.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s