Gruzja – Kazbegi (dzień 5)

Na piąty dzień naszej gruzińskiej wyprawy zaplanowaliśmy wycieczkę do Stepancmindy, znanej bardziej pod swoją poprzednią nazwą – Kazbegi.

Do Stepacmindy z Tbilisi prowadzi trasa zwana Gruzińską Drogą Wojenną przebiegająca przez pasmo Wysokiego Kaukazu. Ponad 200 kilometrowa droga stopniowo pnie się w górę, przecinając coraz bardziej malownicze okolice. Kulminacyjnym punktem jest Przełęcz Krzyżowa na wysokości 2379 m n.p.m. Trasa łączy stolice Gruzji z rosyjskim Władykaukazem. Aby dostać się do Rosji, trzeba przekroczyć  granicę w miejscu, znajdującym się12 kilometrów od Kazbegi. Jest to jedyne legalne przejście, pozostałe znajdują się na terenach spornych i przejazd tamtędy nie jest respektowany przez służby gruzińskie. Droga Wojenna nazwę swoją zawdzięcza czasom z początków XIX w., kiedy to Rosja zaanektowała Gruzję i gruntownie zmodernizowała drogę, poszerzając ją, wzmacniając i przystosowując do celów militarnych (szybkiego przerzucania wojsk przez Kaukaz, m.in. w trakcie wojen z kaukaskimi góralami w Czeczenii i Dagestanie). Szlak ten był również znany w starożytności, wykorzystywały go armie (np. rzymskie, perskie, mongolskie), kupcy a nawet całe ludy wędrujące między Azją i Europą.

Wyjeżdżając z Tbilisi, kierujemy się na północ, mijając Mchcetę oraz Dżwari, miejsca, które zwiedzaliśmy poprzedniego dnia. Po niecałej godzinie jazdy po naszej prawej stronie ukazuje się zapora z elektrownią wodną i zbiornik Żinwali. W połowie marca nie jest  jeszcze nie do końca wypełniony wodą, w szerokim korycie w wielu miejscach widać dno. Topniejący śnieg, który za klika tygodni wypełni rzeki i jeziora zalega (o czym niebawem się przekonujemy) w wyższych partiach Kaukazu. Turkusowa woda zbiornika w połączeniu z okalającymi ją górami tworzą wyjątkowo przyjemny widok. Po kilku minutach docieramy do naszego pierwszego postoju – twierdzy Ananuri, za której obronnymi murami znajdują się dwie cerkwie. Istnienie tego miejsca było jeszcze kilkadziesiąt lat temu poważnie zagrożone. Władza radziecka wpadła pomysł, aby zapora na rzece była wyższa, a co a tym idzie, sztuczne jezioro miało mieć większą pojemność. Jednak okoliczna ludność zaprotestowała – wyższe lustro wody zalałoby część niżej położonych budynków Ananuri. Twierdza i cerkwie zapewne nie przetrwałyby tej zmiany. Jak na tamte czasy mieszkańcy wykazali się sporą odwaga i zaprotestowali, i co ciekawe, protesty osiągnęły zamierzony skutek – twierdza przetrwała.

Po kilku dziesięciominutowym postoju ruszamy na północ. Przedwiośnie ustępuje zimie. W okolicach kurortu narciarskiego Gudauri mijamy kilku narciarzy sunących po nieskazitelnie białym puchu. Miejscowość cieszy się wśród nich dużą popularnością (samolotem, którym przylecieliśmy do Kutaisi, podróżowała dość duża grupa miłośników białego szaleństwa) – posiada wiele pożądanych udogodnień, takich jak wyciągi krzesełkowe i 35 kilometrów tras zjazdowych o zróżnicowanych stopniach trudności.

Z czasów słusznie minionych pochodzi kolejna atrakcja, którą mijamy po drodze – monumentalny pomnik przyjaźni rosyjsko-gruzińskiej, usadowiony na dużej platformie widokowej. Sam pomnik to mozaika, rodzaj fresku umieszczonego na ścianie platformy. Upamiętnia zawarcie traktatu gieorgijewskiego, czyli stworzenia rosyjskiego protektoratu nad wschodnią Gruzją w zamian za ochronę przed najeźdźcami z południa. Zatrzymujemy się na parkingu i wspinamy na niewielkie zniesienie, grzęznąc przy tym po kolana w śniegu. Po dotarciu na platformę w pełni możemy podziwiać górę i kanion Aragwi, a także paralotniarzy, którzy w bardziej ekstremalny sposób postanowili poobserwować  okolicę.

To ostatni punkt postojowy na Gruzińskiej Drodze Wojennej przed Stepcmindą. Kilka kilometrów dalej mijamy Przełęcz Krzyżową – najwyżej położony punkt dostępny dla pojazdów kołowych. Od tego momentu droga zaczyna biec w dół, przejeżdżamy przez kilka tuneli o różnej długości. Po kilkunastu minutach dojeżdżamy do celu naszej dzisiejszej podróży. Mijamy most na rzece Terek i zatrzymujemy się. Na rozgrzewkę Zura częstuje nas czaczą własnej produkcji,  po jej wypiciu ruszamy pieszo w górę w kierunku kościoła Cminda Sameba, świątyni będącej najbardziej charakterystycznym miejscem Gruzji, najczęściej uwiecznianym w przewodnikach i pocztówkach, miejscem będącym dla Gruzji tym, czym Colosseum dla Rzymu, czy Wieża Eiffla dla Paryża.

Widok na Cmindę Samebę z Kazbegi
Widok na Cmindę Samebę z Kazbegi

Droga nie jest zbyt stroma, ale błoto i śnieg trochę utrudniają podejście. Na szlaku oprócz psów nie ma żywej duszy. Co jakiś czas mijają nas tylko terenówki,  które podwożą co leniwszych turystów pod kościół (na górze okazuje się, że większość z nich ma nogach zwykłe trampki). Dopiero pod sam koniec drogi mijamy dwie małe piesze grupki wracające z góry.

Po ponad godzinnej wspinaczce docieramy do celu, wychodząc na płaskowyż, z którego Cmindę Samebę mamy na wyciągnięcie ręki. W tym miejscu można poczuć potęgę gór, człowiek czuję  się naprawdę malutki. Mocny wiatr utrudniający dalszy spacer jeszcze bardziej uwydatnia ludzką słabość. Sam kościół z bliska i z wewnątrz nie wydaje się tak efektowny, jak jego prezentacja na tle gór. Na „szczycie” spędzamy kilkanaście minut, podziwiając widoki, po czym decydujemy się na powrót.

Zejście zabiera oczywiście zdecydowanie mniej czasu. Schodząc, mijamy zdecydowanie większą ilość samochodów jadących w stronę kościoła. Pod koniec zejścia mamy jedyną podczas pobytu w Gruzji, niemiłą przygodę z psami – jeden z nich atakuje nas i szarpie nogawkę spodni Pana R.  Mimo tego niemiłego zakończenia zgodnie stwierdzamy, że wyprawa do Stepcmindy to najatrakcyjniejszy element naszego wyjazdu.

W mieście udajemy się jeszcze na kawę i herbatę oraz korzystamy z okazji, by napić się czaczy z biesiadującymi Ormianami. Po krótkim odpoczynku wsiadamy do taksówki i udajemy się w drogę powrotną do Tbilisi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s