Sarajewo – oblężone miasto

Powoli zapada zmrok. Historyczna dzielnica tureckich bazarów, Baščaršija, zmienia swoje barwy. Kolorowa za dnia, przy świetle z latarni i niezliczonej ilości sklepików staje się jeszcze barwniejsza. Oszołomiony turysta mniej troszczy się wówczas o bezpieczeństwo. Uliczny sklepikarz zwraca nam uwagę na małą grupkę miejscowych nastolatków szukających okazji do łatwego i nieuczciwego zarobku. Mijamy „plac gołębi” i miejską drewnianą  studnię Sebilj i kierujemy się na zachód, do ulicy Logavina.

Ulica jak każda inna, niepozorna, nie zwraca niczyjej uwagi, nie figuruje w żadnych przewodnikach turystycznych. Dla mnie od kilkunastu miesięcy to jeden z głównych celów na mapie Sarajewa. Od momentu przeczytania wstrząsającego reportażu Barbary Demick „W oblężeniu. Życie pod ostrzałem na sarajewskiej ulicy”, wiedziałem, że muszę tu trafić, by zobaczyć miejsce, w którym przez ponad 3 lata o swoje życie drżało dziesięć, opisanych na kartach tej książki, rodzin.

„Logavina jest jedną z najstarszych ulic w Sarajewie. Jej nazwa upamiętnia rodzinę Logavijów (…) którzy osiedlili się tu w XVI wieku. Bierze początek w sercu starówki i biegnie na północ, wspinając się na jedno z górujących nad miastem wzgórz. Jest stroma jak uliczki San Francisco i idąc pod górę, można się nieźle zasapać. Na ulicy wznoszą się trzy meczety o białych minaretach, sterczących ponad charakterystyczną  sarajewską linię dachów. W promieniu kilku przecznic znajduje się stara cerkiew prawosławna, katedra katolicka i muzeum żydowskie.”

Ulica przecięta jest pięcioma przecznicami a na jej końcu, przy jednym z minaretów, znajduje się mały cmentarz z tak charakterystycznymi dla Sarajewa białymi nagrobkami. Na większości z nich widnieją daty 1992-1996. Okrążam cmentarz i kieruję się w dół w stronę Baščaršiji, mając w pamięci przerażającą relację z eksterminacji ludności żyjącej w oblężonym mieście zaledwie 25 lat temu, półtorej godziny lotu od Berlina.

Na każdym kroku natrafiam na ślady wojny, która spowodowała śmierć 11 tysięcy mieszkańców miasta. To nie tylko cmentarze czy kule po pociskach na elewacjach budynków przy Alei Snajperów.

To także „róże Sarajewa”, zagłębienie w betonowej powierzchni, miejsce po wybuchu pocisku moździerzowego wypełnione czerwoną żywicą. Niektóre wyblakłe, wypłowiałe, inne doskonale widoczne z daleka.

To również pomnik dzieci Sarajewa znajdujący się na ulicy Marszałka Tity. Wokół fontanny odciski małych stóp zmierzających do źródła wody. Obok 7 obrotowych walców, na których wyryto nazwiska ofiar w różnym wieku – 7, 11, 3, 5 lat – w sumie 1500 wpisów.

To Muzeum Tunel Nadziei upamiętniające podziemne 800 metrowe przejście pod lotniskiem pozwalające na kontakt oblężonego miasta ze światem. Na transport jedzenia, lekarstw, rannych, a także broni dla walczących mieszkańców.

To także budynki odbudowane po zakończeniu działań wojennych, takie jak  wieżowce UNIC Business Towers, ratusz miejski powstały w miejscu doszczętnie spalonej wraz z drogocennymi skarbami  bośniackiej kultury Biblioteki Narodowej. Wędrówki ulicami miasta wśród wielobarwnego tłumu, chwile odpoczynku w jednej z wielu knajpek, skłaniają do wielu refleksji i zastanowienia się nad kruchością pokoju w samym centrum Europy.

Ratusz Miejski nad rzeką Miljacka
Ratusz Miejski nad rzeką Miljacka

Uciekam z miasta, jadę na wzgórza Trebević,  aby spojrzeć na Longavinę z innej strony. Na zboczach znajduję jednak coś zupełnie innego – jeden z symboli okresu sprzed bratobójczej wojny. Z  czasów, gdy telewizyjne migawki z Sarajewa nie pokazywały pożarów powstałych z ostrzału artyleryjskiego.  Osiem lat przed rozpoczęciem dramatu odbyły się w mieście Zimowe igrzyska Olimpijskie. Na zboczu góry za kilka milionów dolarów zbudowano tor saneczkarsko-bobslejowy. Po czasach świetności nie zostało jednak w  tym miejscu nic. Ściany toru stały się miejscem ekspozycji prac graficiarzy.

Budynki, które były zapewne zapleczem całej tej sportowej imprezy, noszą ślady dziur po pociskach i stopniowo zarastają lasem.  Ze szczytu wzgórza, obok dwóch niszczejących budynków, rozciąga się niesamowity widok na miasto, Longaviny z tej wysokości nie potrafię jednak odnaleźć. Miasto jest na wyciągnięcie dłoni, bezbronne, nieprzygotowane do ataku i ostrzału, który był prowadzony nieustannie przez kilkadziesiąt miesięcy. Tragiczna historia miasta i jego mieszkańców dosięga mnie również tu, w miejscu cichym i spokojnym.

Po krótkim odpoczynku na szczycie, jeszcze raz kieruję się w stronę toru. Wbrew pozorom, można przejść po nim na całej długości, brak pęknięć i dziur pozwala miłośnikom ekstremalnych sportów na wykorzystanie go do szybkich zjazdów. Nagrania z uwiecznionymi popisami rowerowymi i saneczkarskimi można znaleźć w serwisie YouTube.

Opuszczam  górę i kieruję się do centrum miasta. Mijam mieszkańców, wpatruję się w ich twarze i zastanawiam się, co kryje się w ich umysłach i sercach. Ludzie, którzy ze sobą walczyli, mieszkają teraz obok siebie. Trudno wyobrazić sobie, co czują, patrząc na swoich sąsiadów, którzy nie tak dawno stali po drugiej stronie barykady, możliwe że także bezpośrednio angażowali się  w działania wojenne, a tym samym odpowiedzialni byli za śmierć ich bliskich. Zbrodnie nie zostały rozliczone, większość winnych nie została ukarana. Czy ukrywana złość  wypłynie kiedyś na powierzchnię?

Reklamy

2 Comments Add yours

  1. Bardzo cieklawy opis ze smutną historią miasta. Fotografie mocno poruszające, zwłaszca podziurawione bloki i róże Sarajewa…
    Pozdrawiamy! 🙂

    Lubię to

  2. Dziękuję. Faktycznie piękne miasto z trudną historią która działa się na moich oczach więc tym bardziej skłania do przemyśleń. Dlatego też ten wpis był zdecydowanie inny od poprzednich.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s